Hotel Bristol w Warszawie – recenzja

Istny pałac zaczarowany – tak dziennikarz Kuriera Warszawskiego opisał hotel Bristol w dniu otwarcia 19 listopada 1901 roku. To już 120 lat historii hotelu-ikony, nie boję się napisać, że także pomnika dziedzictwa narodowego. Przyciąga miłośników klasyki oraz uwagę turystów i rodowitych Warszawiaków. Od początku istnienia stanowił kuźnię dla rzeszy hotelarzy.

Jego powstanie było sensacją. Zachwycał nowoczesnością i elegancją. Kiedy w 1898 roku ogłoszono konkurs na projekt hotelu Bristol, wpłynęło aż 17 prac, w tym dwie z Berlina i Paryża. Ostatecznie wybrano pozakonkursowy projekt Władysława Marconiego. Majestatyczna fasada hotelu, zwieńczona glorietą w zaokrąglonym narożniku, została zaprojektowana w stylu neorenesansowym, zaś wystrój wnętrz inspirowany jest stylem Secesji i Art Deco. Ściany holu wyłożono taflami białego marmuru, a jego sufit udekorowano polichromią przedstawiającą wygięte łodygi kwiatów.

 

 

Czytaj więcej…
Recenzja hotelu Rocco Forte Villa Igiea w Palermo

Koszt budowy szacowany był na 2 miliony rubli, porównywalny do rocznego budżetu miasta Warszawy. Bristol był nowocześniejszy od sąsiadującego hotelu Europejski, otwartego 44 lata wcześniej. Niech o jego najwyższej klasie w tamtych czasach świadczy fakt, że był to pierwszy hotel w Polsce, w którym wszystkie 243 pokoje miały centralne ogrzewanie, a 20 pokoi miało prywatne łazienki z sedesem oraz wanną i umywalką z mosiężną armaturą, z ciepłą i zimną wodą.

Wind było 11, choć do przewożenia gości służyła tylko jedna. Kryształowa kabina, umieszczona pomiędzy marmurową klatką schodową z ażurową balustradą z mosiężnymi kwiatami, poruszała się z prędkością 110 cm na sekundę i mogła zabrać jednocześnie osiem osób (niestety oryginalna winda została wymieniona w 1969). Na osiemset numerów telefonicznych istniejących wtedy w stolicy, hotel dysponował ośmioma. Od 1902 roku goście mogli pojechać na dworzec kolejowy elektrycznymi samochodami, które stacjonowały pod hotelem.

Ponadto personel, który miał bezpośredni kontakt z gośćmi – recepcjoniści, portierzy, kelnerzy – nie otrzymywał pensji ze względu na napiwki. Oczyma wyobraźni widzę gorączkowe przygotowania do jego otwarcia oraz staranne przeszkolenie pracowników obsługi. To byłoby fascynujące przeżycie brać w tym udział.

 


popiersie Ignacego Jana Paderewskiego 

„Bristol” był wówczas modną nazwą, którą wybierali inwestorzy dla swoich hoteli w Europie. Nie pochodziła ona, jak mogłoby się wydawać, od miasta w Anglii, ale stała się popularna dzięki Anglikowi Frederickowi Herveyowi, hrabiemu Bristol, który lubował się w luksusowych podróżach i ekskluzywnych hotelach. Jednak warszawski Bristol nie był tylko miejscem noclegu dla wymagających podróżnych. Był świadkiem wydarzeń historycznych i miejscem spotkań warszawskiej elity oraz siedzibą rządu premiera Ignacego Jana Paderewskiego, kompozytora i wirtuoza fortepianu oraz założyciela hotelu.

Swoje przedstawicielstwa dyplomatyczne miały w nim m.in. Włochy, Hiszpania, Meksyk, Kanada i Turcja. Wyprawiono tu przyjęcie na cześć Marii Skłodowskiej-Curii, kiedy otrzymała pierwszą nagrodę Nobla. Swoje atelier otworzył tu malarz Wojciech Kossak, którego obrazy wisiały w Sali Kolumnowej. Jan Kiepura, najsłynniejszy polski tenor, śpiewał z hotelowego balkonu, zaś kompozytor Karol Szymanowski miał w zwyczaju odbywać w nim spotkania z innymi muzykami z Filharmonii Narodowej, która została otwarta dwa tygodnie przed otwarciem Bristolu.

Podczas wizyt w Warszawie w Bristolu gościły takie sławy, jak Pablo Picasso, Charles de Gaulle, Marlena Dietrich, Sophia Loren, Artur Rubinstein, John Kennedy, brytyjska królowa Elżbieta II i jej syn książę Karol. Wszystkich nie sposób wymienić. Można za to spojrzeć na instalację Ściany Sław, inspirowaną ciągiem Fibonacciego, będącą hołdem dla zacnych nazwisk, które przekroczyły progi Bristolu od 1901 roku. Motyw ewoluuje wraz z upływem czasu.

 


Ściana sławnych gości

 

Czytaj więcej…
Recenzja Hotelu Raffles Europejski w Warszawie

Polskie hotele na starych fotografiach 

 

Czy można sobie wyobrazić lepszą lokalizację dla ekskluzywnego hotelu niż reprezentacyjny Trakt Królewski, tuż obok Pałacu Namiestnikowskiego, w sąsiedztwie hotelu Europejski i Pałacu Ossolińskich, który jest siedzibą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kilka kroków od Placu Piłsudskiego z Grobem Nieznanego Żołnierza, gdzie przed wojną stał Pałac Saski.

Bristol stanowi punkt orientacyjny na mapie miasta, ważny element panoramy stolicy. Jest jednym z niewielu tak cennych zabytków w Polsce, które powstały jako obiekty stricte hotelarskie, obok Europejskiego w Warszawie, Pod Orłem w Bydgoszczy, Granda w Sopocie, Granda w Łodzi, czy krakowskich hoteli Saski, Grand i Francuski. Podlegają one szczególnej odpowiedzialności ich właścicieli za ten dorobek historyczny i nie powinny być traktowane jak zwykłe nieruchomości.

Całą dekadę lat 80. hotel stał zamknięty ze względu na fatalny stan techniczny. Został ponownie otwarty po gruntownym remoncie w 1993 roku, ale już z mniejszą liczbą 206 pokoi. Obecny wystrój hotelu to efekt prac z 2012 roku, choć w opinii wielu pokoje straciły swój urok. Po raz pierwszy gościłem w hotelu Bristol w 2008 roku i ponownie w 2014, kiedy działał już pod marką The Luxury Collection (obecnie sieć Marriott Int.). Od tamtej pory czekałem na dogodną okazję, by powtórzyć to doświadczenie w jego ponadczasowych progach, ale również spełnić marzenie pobytu w jego najznakomitszym Apartamencie Paderewski.

Początkowo dokonałem rezerwacji apartamentu kategorii Junior Suite. Dwa dni przed zaplanowanym przyjazdem skontaktowała się ze mną mailowo pani Anna z Guest Relations, aby się przedstawić, zapytać o cel wizyty (specjalną okazję), orientacyjną godzinę przyjazdu oraz oddając się do dyspozycji w przypadku pojawienia się specjalnych życzeń z mojej strony. Od dawna promuję stanowisko Guest Relations Manager lub Guest Experience Manager w hotelach wyższej klasy (cztero i pięciogwiazdkowych), bo sam taką rolę pełniłem w hotelu InterContinental Warszawa, i wiem jak wiele jest do zrobienia, aby uczynić pobyt gości przyjemniejszym, bardziej spersonalizowanym, dzięki czemu goście są chętni zostawić więcej pieniędzy za dodatkowe usługi. Pani Anna musiała wyczuć moją słabość do wyjątkowych doświadczeń, bo zaproponowała upgrade do Apartamentu Paderewski w specjalnej cenie. Grzechem byłoby nie skorzystać. Jednocześnie poprosiłem o rezerwację stolika w restauracji Marconi i wspomniałem, że specjalną okazją jest weekend walentynkowy.

Jako członek programu lojalnościowego Bonvoy sieci Marriott Int. mogłem za pomocą aplikacji w telefonie dokonać rejestracji (meldunku), komunikować się z obsługą recepcji, a także skorzystać z funkcji mobilnego klucza, czyli otwierać drzwi pokoju telefonem.

 

 

Gościom rezerwującym apartament Paderewski przysługuje transfer hotelową limuzyną w obie strony (dworzec PKP, lotnisko Chopina lub dowolny adres w Warszawie), opieka butlera (kamerdynera) oraz możliwość wysłuchania prywatnego koncertu fortepianowo – sopranowego na powitanie w apartamencie (przy pobytach na minimum 2 noce).
O usłudze transportu dowiedziałem się od recepcji w sumie w ostatniej chwili. Przydałaby się specjalna check-lista dotycząca obsługi gości, którzy mają rezerwację apartamentów, tym bardziej Paderewskiego. Udałoby się uniknąć wpadek, jak tej dotyczącej usługi butlera, ale o tym później.

Szofer przyjechał limuzyną marki Mercedes Benz pod wskazany adres. Wyszedł z auta, otworzył tylne drzwi i zajął się bagażem. Kiedy już ruszyliśmy, zapytał, czy temperatura jest odpowiednia. Jednak nie nawiązał kurtuazyjnej rozmowy, nie zapytał, czy włączyć jakąś muzykę. I tak jechaliśmy w ciszy całą drogę, choć trwała krótko. Na wyposażeniu były maseczki na twarz i pakowane jednorazowo chusteczki wilgotne do rąk. Przydałoby się opakowanie chusteczek higienicznych oraz prasa lifestylowa w języku polskim i angielskim. Butelki wody mineralnej powinny być ustawione w przeznaczonych do tego celu uchwytach przed siedzeniami, a nie leżeć poziomo w kieszeniach bocznych drzwi.

 


patera w recepcji z jabłkami na powitanie 

 

Na podjeździe drzwi auta otworzył portier, który powitał mnie zwrotem Witam w hotelu Bristol. Wyszedł też drugi portier, ale zamiast asystować nas do recepcji, pomógł temu pierwszemu z bagażami. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Tym bardziej, że w tym czasie byliśmy jedynymi gośćmi do obsługi i w dodatku z rezerwacją na apartament. Można to było o tyle lepiej skoordynować, że transport do hotelu odbywał się samochodem hotelowym i szofer zawsze może dać znać obsłudze, że właśnie się zbliża do hotelu. Tak to miało miejsce na przykład w hotelu Ritz w Paryżu (recenzja TUTAJ).

Liczyłem, że w wejściu spotkam słynnego w Warszawie hotelowego odźwiernego pana Jacka, który pracuje w Bristolu od 1993 roku. Jednak pan Jacek pojawił się dopiero później. Udałem się samodzielnie do recepcji. Recepcjonistka choć uprzejma, ograniczyła się tylko do formalności rejestracyjnych, bez nawiązania rozmowy. Przy recepcji powitała mnie pani Marta, pełniąca rolę Duty Managera. Do apartamentu zaś odprowadził pan Paweł, dystyngowany konsjerż w eleganckim uniformie z wpiętymi w klapy Złotymi Kluczami Le Clefs D’or, który również pracuje w hotelu od czasu jego ponownego otwarcia.

Od razu zaczął sypać jak z rękawa ciekawostkami na temat historii hotelu i samego apartamentu. Zastrzegł, że wnętrza salonu podlegają ochronie konserwatora zabytków. Wskazał na oryginalne biurko, przy którym miał pracować premier Paderewski, oraz krzesło, na którym miała siedzieć sama królowa brytyjska Elżbieta II. Uprzedził, że drzwi szafy i konstrukcja łoża będą skrzypieć, bo mają ponad 100 lat. Na koniec życzył przyjemnego pobytu i zaproponował prywatne zwiedzanie hotelu, na co entuzjastycznie zareagowałem.

 

 

Ze względu na układ apartamentu oraz wielość pomieszczeń i różnych zakamarków, zabrakło mi wskazania głównych udogodnień – gdzie znajduje się minibarek, ekspres do kawy, sejf i jak działa sterownik klimatyzacji. Nie wszystko jest oczywiste.
Czego również mi zabrakło, to obecności butlera (kamerdynera), choć usługa jest komunikowana obszernie na stronie internetowej i w opisie apartamentu. Jak się okazało, nie ma już osoby, która by pełniła taką rolę. Przyznam, że byłem tym rozczarowany, bo chciałem porównać usługę z hotelem Raffles Europejski, w którym butler jest do dyspozycji gości z wszystkich pokoi.

Rola kamerdynera polega na powitaniu gościa, zaproponowaniu rozpakowania i ponownego spakowania bagaży, a w razie potrzeby wyprasowania odzieży, podaniu napoju powitalnego w apartamencie (kawa, herbata), skoordynowaniu specjalnych życzeń gościa i przypomnieniu o dokonanych wcześniej rezerwacjach usług (spa, kolacja, zwiedzanie), a także po porannej pobudce rozsunięciu zasłon w oknach, podaniu kawy do łóżka i szeleszczącej gazety, przedstawieniu prognozy pogody, a nawet przygotowaniu kąpieli.

Propozycja rozpakowania ubrań i wyprasowania koszuli padła dopiero wtedy, kiedy sam o to zapytałem. To jednak nie to samo. Nawet jeśli fizycznie nie ma osoby pełniącej rolę kamerdynera, standardem powinno być, że konsjerż lub pracownik Guest Relations spotyka gościa przy recepcji lub dzwoni do pokoju chwilę po zameldowaniu i wykonuje powyższe. Zwłaszcza, że mówimy o Apartamencie Paderewski.

 

 

Przygotowanie apartamentu na przyjazd było na najwyższym poziomie!
Świeże kwiaty, balony w kształcie serc, szampan marki Moet & Chandon, imienny list powitalny, książka „Hotel Bristol – na rogu historii i codzienności” oraz spersonalizowana wstawka powitalna z motywem białych rękawiczek i lupy. Po prostu łał!

Apartament Paderewski o powierzchni 110 mkw urządzono w stylu Ludwika XV i Ludwika XVI. Składa się z przestronnego salonu, wydzielonej sypialni oraz dwóch łazienek z wannami wyłożonych białym marmurem. Zebrano wiele detali, które przywołują historycznego ducha i nadają apartamentowi niezwykłego uroku. Choć całość generalnie zachwyca, zwłaszcza jeśli chodzi o salon, to mam kilka uwag.

Meble które nie są antykami, a jedynie wykonanymi z płyty stylizacjami dodanymi po drugiej wojnie światowej i w latach 90. (stoliki nocne, stół jadalniany, ława), należałoby zastąpić autentycznymi antykami lub nawet, co może wydawać się kontrowersyjne, współczesnymi meblami designerskich marek. Taki miks może być bardzo udany pod okiem doświadczonych architektów wnętrz. Nie wiem na ile konserwator ingeruje w takie rzeczy.

 


widok z balkonu apartamentu na hotel Europejski 

 

W sypialni należałoby zrobić porządek z kablami i obrazkami, które wiszą dość przypadkowo. Za łóżkiem powinna zawisnąć wysoka draperia spotykana w pałacowych sypialniach, która nadałby wnętrzu dostojeństwa. Mile widziana byłaby na ścianach sztuka przez duże S, której generalnie brakuje we wnętrzach hotelu. Łazienki także mam nadzieję doczekają się zmian i bardziej luksusowego charakteru.

Ponadto, w szafie powinny być dwa składane bagażniki, a nie jeden, aby walizka drugiego gościa nie leżała na podłodze. Akcesoria typu worek na pranie, igielnik, szmatka i łyżka do butów powinny być ułożone na eleganckiej, drewnianej tacy wyłożonej aksamitem. Na szafce nocnej powinna być mała tacka na biżuterię gości. I przydałby się porządny zestaw do prasowania (deska i żelazko w uchwycie).

 

 

Towarzyskie życie hotelu toczy się w Sali Kolumnowej, której secesyjny wygląd, podobnie jak i Apartamentu, jest pod ochroną konserwatora zabytków. Charakterystyczne kolumny z mosiężnymi lampami wygiętymi niczym łodygi z kloszami w kształcie kwiatów, zwieńczone są kapitelami w stylu egipskim. Na ścianach widoczny jest malowany fryz poprowadzony aż pod bogato zdobiony sufit. Wysoka na osiem metrów sala pełniła początkowo funkcję restauracji. Dziś jest to główny bar hotelowy, ale ze względu na Covid-19 dodano stoliki restauracyjne, by zapewnić gościom większy dystans.

Z kolei w okazałej gloriecie na dachu z panoramicznym widokiem na Trakt Królewski i skyline Warszawy o zachodzie słońca, w sezonie letnim działa Belle Epoque Champagne Bar.

 


Bar Kolumnowy


widok z Gloriety 

 

Kilka tygodni temu hotel zyskał drugi bar, bardziej kameralny Gin Bar Lane’s. Wymyślne koktajle opracowane na bazie najlepszych gatunków ginu i nie tylko, z warzywnymi akcentami smakowymi. Przyjemna atmosfera i obsługa.
Zamówiłem koktajl Gimlet z listy Lane’s Vintage, z dodatkiem ginu Playmouth Navy Strength. Jednak do tak wytrawnych koktajli powinna być podawana lub przynajmniej proponowana szklanka wody. Lane’s to nie tylko drinki, ale także jedzenie łączące lokalne smaki z tymi z Ameryki Południowej i Japonii.

 


koktajl Gimlet z przekąskami 

 

Nie skusiłem się na jedzenie w barze, ponieważ miałem rezerwację na kolację w restauracji.
Ku mojemu zaskoczeniu hostessa wprowadziła nas do Sali Kolumnowej i powiedziała, że mogę wybrać sobie stolik. Spodziewałem się stolika w restauracji Marconi, a nie barze, zwłaszcza że na taki składałem rezerwację. Ponadto zaproponowane stoły znajdowały się w ruchliwym wejściu do Kolumnowej, gdzie było sporo gości i grana muzyka na fortepianie. Gwarny klimat do kolacji nie dla mnie. Kiedy wspomniałem o tym hostessie, nie była gotowa za wiele zdziałać. Poprosiłem więc, aby zapytała kogoś, czy byłaby możliwość jednak usiąść w Marconim. Podszedł kelner, który powiedział, że ma wolny stół. Weszliśmy do sali restauracyjnej, gdzie było zajętych tylko kilka stołów i tak już pozostało do końca kolacji. Kelner tylko wskazał ręką na wolny stół, a powinien był przodem poprowadzić gości do stołu i podsunąć krzesło jednej osobie.

Potem już było znacznie lepiej. Stół obsługiwała kelnerka pani Monika, która rozłożyła serwetkę na kolanach. Wytłumaczyła jakie są opcje, zaproponowała wodę i kieliszek szampana na początek. Była przy tym komunikatywna, nawiązaliśmy kurtuazyjną rozmowę. Kiedy odszedłem na chwilę od stołu, pani Monika czekała już przy stole, aby podsunąć mi krzesło. Łał! Na tym właśnie polega obsługa kelnerska w dobrej restauracji.

 

 

Wybrałem walentynkowe menu degustacyjne, które składało się z trzech dań. Na początek podano amuse bouche z przegrzebek z sałatką z różowego grejpfruta i jabłka, z dodatkiem chili i kolendry. Następnie krem szafranowy, tortellacci z owocami morza, ostrygą w tempurze, szparagami wodnymi (inaczej soliród) i kawiorem Keta. Niestety młodsza kelnerka, która asystowała przy obsłudze mojego stołu, nie miała pojęcia co podaje na talerzu.
Na danie główne wybrałem filet z halibuta z masłem ziołowym, imbirem, smażonymi warzywami i papierem ryżowym. Kolację dopełnił deser z gorzkiej czekolady z Ekwadoru, pralin cytrusowych, cremeux z czerwonej pomarańczy, galaretki limonkowej i truskawek. Doświadczenie fine-diningowe nie mogłoby być kompletne bez petit four.

Na sali obecny był manager restauracji Dawid Thom, redaktor portalu hoteliershub.pl, który podszedł się przywitać.
Pani Monika na koniec kolacji zapytała, czy ma zarezerwować miejsce w Kolumnowej na drinka przy muzyce. I znowu łał!

 


amuse bouche

krem szafranowy


filet z halibuta


petit four

 

Apartament został przygotowany wieczorem do snu. Jednak i tu mam kilka uwag.
Mianowicie, w butelce nadal był szampan, ale kieliszki nie zostały wymienione na czyste, a roztopiony lód w pojemniku nie wymieniony na nowy. Choć wstawka cukiernicza została skonsumowana, zbędne naczynia nie zostały wyniesione. Powszechnym standardem w luksusowych hotelach jest, że kapcie zostawia się przy łóżku na białych dywanikach. Inspektor pięter powinien osobiście skontrolować, jak został wykonany serwis turndown w apartamencie tej klasy.

 


stolik nocny: czekoladka, ciekawostka o hotelu i prognoza pogody na następny dzień

 

Czytaj więcej…
Recenzja hotelu Savoy w Londynie

Będąc gościem w Apartamencie Paderewski nie sposób odmówić sobie przyjemności zamówienia śniadania przez room service. Obfity zestaw zawierał polską jajecznicę Royal składającą się z trzech jaj, mazurskich szyjek rakowych, z sosem holenderskim; jajek zapiekanych w awokado na grzance z chleba, z sałatką warzywną; oraz kaszubskich kanapek rybaka z francuskiego ciasta z dodatkiem wędzonej ryby, twarogiem i piklowanymi warzywami.

Ale. Porcelana powinna być jednolita klasyczna, czyli biała, elegancka w formie, z lekkim zdobieniem, a nawet sygnowana logo hotelu. Tymczasem był to miks naczyń. Ponadto, świeże owoce powinny być podane w firmie sałatki lub starannie ułożone na półmisku, gorące żeliwne naczynie z jajecznicą powinno być podane na półmisku z serwetką, a kawa powinna być dostarczana w metalowym dzbanku, a nie w małej filiżance, w dodatku letnia. Na zdjęciach na stronie internetowej śniadanie prezentuje się znacznie lepiej, w dodatku kelner na zdjęciu ma na rękach białe rękawiczki i tak powinno być też w rzeczywistości. W końcu to Bristol! Godzinę po podaniu śniadania, dyspozytor lub kelner dostarczający posiłek powinien zadzwonić kurtuazyjnie do apartamentu i zapytać czy można uprzątnąć naczynia.

 

 

Pani Agnieszko, poproszę zestaw śniadaniowy ten co zwykle – powiedział elegancko ubrany, starszy pan do kelnerki w kawiarni Cafe Bristol, która od 1901 roku zaskarbiła sobie sympatię przede wszystkim gości spoza hotelu i lokalnych mieszkańców. Klasyczne wnętrza w stylu wiedeńskim i smakołyki z hotelowej cukierni, w tym marcepanowy Torcik Bristol przekładany powidłami z polskich śliwek, przyciągają rzesze ludzi. W soboty i niedziele trzeba być przygotowanym na czekanie w kolejce do wejścia. Na ścianie wisi portret Paderewskiego, historyczne zdjęcia z wydarzeń, które miały miejsce w hotelu oraz kopia autografu, który Pablo Picasso umieścił na talerzu będąc gościem hotelu w 1948 roku. Oryginalny talerz zaginął.

 


Torcik Bristol 

 

W dniu wyjazdu przed południem skontaktowałem się z recepcją, aby zapytać o możliwość późniejszego wymeldowania do godziny 15:00. Recepcjonista zgodził się, co było miłe, ale powinien jednocześnie zapytać, czy będzie potrzebna pomoc z bagażem, na którą godzinę zamówić transport limuzyną i czy potrzebowałbym, aby pani pokojowa odświeżyła apartament w związku z dłuższym pobytem (uporządkować łóżko, łazienkę). Wyjeżdżając, miałem okazję poznać panią Annę osobiście i podziękować. Właściwa osoba na właściwym miejscu. W międzyczasie portier zajął się bagażem. Odźwierny pan Jacek odprowadził mnie do limuzyny, podziękował za wizytę i zaprosił do ponownej.

Lubię hotele, które były świadkami ważnych zdarzeń, które pamiętają dawne czasy, pamiętają swoich gości, tych znanych i mniej znanych oraz ich historie. W hotelu Bristol jest zapisana także i moja historia. Dziękuję za gościnę.
Dopełnieniem pobytu w hotelu Bristol był wieczorny koncert w Filharmonii Narodowej w wykonaniu Cameristi della Scala. Fantastyczne doświadczenie.

 

 

Trochę liczb:
pokój – od 650 zł, bez śniadania
Apartament Paderewski – od 4800 zł, bez śniadania
torcik Bristol – 20 zł
menu degustacyjne – 245 zł od osoby
drink Gimlet – 55 zł

Ciekawostki historyczne pochodzą z książki „Hotel Bristol – na rogu historii i codzienności” autorstwa Faustyny Toeplitz-Cieślak i Izabeli Żukowskiej oraz strony varsavianista.pl

Komentarze

komentarzy

Post a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazine made for you.

Featured:

No posts were found for provided query parameters.

Elsewhere: