O turystyce doświadczeń i turystyce przyszłości. Wywiad z Aleksandrą Klonowską-Szalek, założycielką Slowhop.com

reklama

Aleksandra Klonowska-Szalek – współzałożycielka platformy Slowhop.com, autorka przewodników i ostatnio także powieści.

***

Slowhop.com wystartował 8 lat i jest jednym z ważnych graczy na polskim rynku. Dziś niemal każdy słyszał o portalu. Zapytałem także SI – Co to jest Slowhop?

„Slowhop to polska platforma internetowa promująca turystykę doświadczeń i zrównoważony rozwój, która umożliwia rezerwację klimatycznych noclegów i przygód organizowanych przez pasjonatów. Platforma skupia się na unikalnych miejscach z duszą, autentycznych lokalnych produktach i trosce o środowisko, oferując podróżnikom doświadczenia poza komercyjnymi szlakami”.

Chciałbym dopytać właśnie o turystykę doświadczeń i zrównoważony rozwój, bo to są kwestie ważne dla mnie jako hotelarza, a które mocno kuleją w hotelach. Jak to jest w Slowhopach. Jakimi doświadczeniami gospodarze umieją zaskoczyć gości? I czy to w ogóle ma znaczenie dla gości? Bo wyobrażam sobie, że mieszczuchy przebodźcowane na co dzień, przytłoczone życiem, mogą chcieć jedynie wyjechać do lasu i nikogo tam nie spotkać, nic nie robić. Co w sumie, też może być doświadczeniem.

 

Jeśli weźmiesz pod uwagę, że w typowym “slowhopie” rzadko znajduje się kryty basen i pokój z kulkami dla dzieci, to wyobraź sobie jak bardzo gospodarze muszą stawać na głowie, żeby dorównać ofercie hotelowej. Robią uprawnienia instruktorów shinrin yoku i zabierają ludzi na kąpiele w lesie. Są kąpiele nocne w dźwiękach lasu. Dzięki współpracy z lokalnymi przewodnikami gospodarze są w stanie zaoferować takie przygody jak nocne wchodzenie z lampami naftowymi na zamek we Wleniu. Jest nocne tropienie wilków, wspólny spacer w pokazaniem okolicy. Wspólne robienie pizzy. Zaproszenie na ciekawe wydarzenie lokalne w gminnym ośrodku kultury albo podobnym miejscu. Ale często goście mają tyle kreatywności i energii, że sami coś proponują. Pamiętam, że podczas pobytu w jednym z pensjonatów, gość przyniósł masę rydzów i te rydze według przepisu gospodarzy przygotował dla innych gości. Właściciel Villi Grety na Pogórzu Kaczawskim zrobił nam prawdziwy roadshow lokalny: robiliśmy naturalne kosmetyki u ludzi pielęgnujących tradycje karkonoskich laborantów, potem wydobywaliśmy agaty w lokalnym kamieniołomie, które następnie obrabialiśmy w Zagrodzie Edukacyjnej, wchodziliśmy na specjalną platformę, która imituje trzęsienie ziemi, gospodarz nakarmił nas w swojej restauracji ze slowfoodem, po czym zrobiliśmy sobie własne naczynia w pracowni ceramicznej nieopodal.

Ale też od razu chciałam podkreślić różnicę między takimi doświadczeniami, a tymi, które oferuje infrastruktura hotelowa. Czasem zdarzy się, że gospodarz nie będzie miał możliwości zapewnienia takiej oferty, bo na przykład jest chory. Albo zachodzą jakieś inne przeszkody. Mam wrażenie, że w hotelach więcej aktywności wynika z infrastruktury i jest je łatwiej zapewnić.

Kiedy zaczynaliśmy Slowhopa w 2017 mówiliśmy wraz z gospodarzami, że “atrakcją jest brak atrakcji”, zachęcając ludzi do zatrzymania się zamiast ciągłego pędu za tym “co tu jest do robienia”. Mam wrażenie, że choć te atrakcje jednak są, choćby takie, o których mówię wcześniej, to ta idea jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Liczba gości, która chce po prostu zamknąć się w domku w lesie i nigdzie nie wychodzić urosła nieprawdopodobnie po pandemii.

 

Czy stawiacie gospodarzom wymogi w zakresie zrównoważonego rozwoju? Coś co wykracza poza segregację śmieci i fotowoltaikę. W powszechnym przeświadczeniu ZR to dbałość o środowisko, a co z odpowiedzialnością biznesu i wpływem na lokalną społeczność?

Karol, skoro o to pytasz, a ten wywiad będą czytać ludzie z branży, to chcę powiedzieć jasno: przestańmy traktować programy zrównoważonego rozwoju jak element przewagi konkurencyjnej i kierować nimi z poziomu marketingu i PR. To nie działa w ten sposób. Byłam ostatnio w hotelu, który wszędzie miał wywieszki: Ten hotel jest eko. A na korytarzu stały dystrybutory wody pitnej z plastikowymi kubeczkami i nie było obok żadnego pojemnika z informacją: tu wrzuć kubek, zaopiekujemy się jego recycklingiem. To są całkowicie sprzeczne komunikaty, które sprawiają, że się kompromitujemy. Nikt w to już nie wierzy albo traktuje podejrzliwie.

Nadszedł czas, żebyśmy wszyscy potraktowali to po prostu jako element normalnej codzienności biznesowej i skupili się na doświadczeniach, które są dla gościa wartościowe, a przy okazji zrównoważone. I tyle. Nam jako Slowhopowi i gospodarzom jest łatwiej, bo nasze miejsca są niejako naturalnie sprzyjające przyrodzie i społecznościom lokalnym, ale znam hotele na wybrzeżu, które wspaniale współpracują ze społecznością lokalną, co mi jako gościowi daje pewność, że nikt tam nie ściemnia i to jest częścią praktyki biznesowej. Nie wiem czy wiesz, ale kiedy jedziesz do agroturystyki albo pensjonatu rodzinnego, to 80-90 procent twoich pieniędzy zostaje w społeczności lokalnej. Te pieniądze idą na lokalne gospodarstwa rolne, produkujące sery, na ludzi, którzy robią lokalnie lekcje jogi albo mają jakieś rękodzieło. Samo podróżowanie na wieś i w miejsca daleko od kurortów już jest zrównoważone. Niewiele więcej trzeba robić. Wystarczy pojechać do agro raz w roku i już. Jeżeli wybierasz all inclusive, to tylko 10-20 procent twoich pieniędzy idzie do społeczności lokalnych. Wybór należy do ciebie.

Jeśli pytasz o to jak do tego podchodzimy, to zaangażowaliśmy się w międzynarodowe forum zajmujące się turystyką regeneratywną, czyli już tym kolejnym krokiem. Turystyka regeneratywna nie równoważy szkodliwego wpływu na środowisko i mieszkańców lokalnych, ona naprawia to, co zostało zepsute i bardziej jest o zaangażowaniu lokalnym niż o samej ekologii. Jest tam kilka dużych nazwisk, takich jak Anne Polock i ludzie, którzy myślą o turystyce jako o środku do poprawiania losu społeczności. Spotykamy się, uczymy, dyskutujemy. To całkowicie przefomułowało nasze myślenie. Mamy swój program o nazwie “Do Korzeni”. Ta nazwa pokazuje, że dla nas turystyka slow to właśnie wspieranie wspólnot lokalnych, bo to one robią najlepszą robotę. W programie mamy około pięciuset zagadnień, w których ekologia jest tylko częścią. Jest za to subtelna edukacja gości, która sprawia, że segregują, czy są uważni z energią (np. przestają otwierać okna na oścież podczas jednoczesnego intensywnego grzania), ale też współpraca z lokalnymi gospodarstwami rolnymi, z przewodnikami operującymi w okolicy, wspieranie przedsiębiorczości lokalnej i włączania mieszkańców w lokalny biznes turystyczny. Dzięki temu programowi wykształciła nam się grupa ambasadorów wśród gospodarzy. Oni niosą tę myśl dalej w najlepszy możliwy sposób – są wzorem do naśladowania. Wyobraź sobie miejsca, które na przykład udostępniają swoje wnętrza dla lokalnych twórcow i instruktorów jogi, zapraszając mieszkańców i turystów. Turysta w ten sposób staje się “tymczasowym mieszkańcem”, widząc wartość w ochronie tego miejsca. Czy może być coś lepszego?

 

Na początku wspomniałem o Sztucznej Inteligencji. W branży hotelowej mówi się o procesie rezerwacji noclegu wspomaganym przez SI. Czy jest miejsce w Slowhopach na ogólnie mówiąc nowoczesne technologie, udogodnienia technologiczne?  Wi-Fi to już jak ciepła woda w kranie, podstawa. Za niedługi czas istotną grupą waszych klientów będzie pokolenie Z.

My już dawno odkryliśmy, że nasi goście chcą być “slow”, ale dopiero na miejscu, kiedy już przyjeżdżają do slowhopów. Wszystko, co do tego doprowadzi powinno być nowoczesne, szybkie, bez zbędnej zwłoki. Kiedy zaczynaliśmy Slowhopa, rezerwacje robiło się wysyłając zapytanie. Goście czekali na odpowiedź gospodarza, zachęceni do cierpliwości przez komunikat: “Twój gospodarz może być teraz na grzybach lub robi pierogi. Daj mu chwilę”. Jest 2025 rok i wszystkie miejsca na Slowhopie musiały przejść na automatyczną rezerwację, bo takie są potrzeby naszych użytkowników. Przyjmujemy ich w tradycyjnej, beskidzkiej chacie, ale na miejscu musi być komfortowo pod każdym względem, również technologicznym. Oczywiście w slowhopach rzadko znajdziesz telewizory, ale już rzutnik z ekranem i starlinka częściej.

Mam wrażenie, że sporo przed nami, jeśli chodzi o dostosowanie Slowhopa do pokolenia Z, ale szczerze mnie to ekscytuje. Zresztą podczas Kongresu Turystyka Przyszłości najciekawszą częścią był panel o transformacji cyfrowej i widziałam z jakim zainteresowaniem wszyscy słuchali. I notowali. Podsumowując: w Slowhopach nie zamierzamy być skansenem technologicznym (śmiech).

 

Patrząc z perspektywy lat, czy zmienili się goście korzystający ze Slowhopów? Jakie są ich oczekiwania?

Bardzo się zmienili. To nie jest ten sam Slowhop, który zaczynałam. Potrzeby gości ewoluowały, zmiany społeczne po pandemii wymusiły też zmiany w podróżowaniu. Kiedyś hitem były agroturystyki premium, wspólne stoły z trwającymi godzinami śniadaniami. Teraz goście, zwłaszcza ci młodsi, unikają towarzystwa obcych. Nie są chętni, by z kimkolwiek rozmawiać. Gospodarze usuwają długie, wspólne stoły z jadalni, zastępując je stolikami dwuosobowymi. Bardzo mnie to boli, bo nawiązywanie relacji to było coś, co chcieliśmy w Slowhopie pielęgnować. Ludzie wolą teraz domki w środku lasu. Najlepiej bez sąsiadów.

Co ciekawe, nasi gospodarze nieźle się w tym odnaleźli. Byłam zaskoczona jak świetne opinie dostają od gości gospodarze, których nie ma na miejscu. Wystarczy Whatsapp, umiejętna komunikacja i goście czują się jednocześnie zaopiekowani i pozostawieni w spokoju. To tylko pokazuje wartość umiejętności społecznych. Nawet, jeśli nie dochodzi do fizycznego spotkania, nawiązuje się dobra relacja.

Oczekiwania są wyższe niż kiedyś. Goście oczekują świetnej infrastruktury, która pozwoli im na ciekawe aktywności, nawet gdy pada. Kiedyś rzadko które nasze miejsce miało saunę. Teraz są sauny japońskie, podgrzewane wanny w plenerze z kąpielami ziołowymi, balie, całe seanse zdrowotne w saunie, latający masażyści lomi-lomi, koszyki pełne lokalnych przysmaków, korty tenisowe, boiska – cokolwiek sobie wymyślisz. Ciekawe, że kiedy goście przyjeżdżają do takich miejsc, to raczej rzadko z nich korzystają, ale na etapie wyboru – baza ma ogromne znaczenie.

 

Aktywnie działacie w społeczności tzw. Ruinersów. Kim są? Jaką wartość wnoszą dla regionów?

Ja akurat jestem w społeczności mazurskich ruinersów, która jest już dojrzałą wspólnotą, wspierającą się na wielu polach. Ale wiem, że podobne ruchy narodziły się też na Dolnym Śląsku. To ludzie, którzy mają słabość do starych nieruchomości: domów, siedlisk, chat i przywracają je do życia. My zrobiliśmy to w 2015 roku, kiedy kupiliśmy oborę na Mazurach Garbatych i zmieniliśmy ją w dom. Nie każdy chce kupić działkę i zbudować coś nowego, są osoby, które chcą mieć dom z duszą. My jesteśmy otoczeni ruinersami na Mazurach i niemal każdy ciągle coś remontuje, wielu z nich samodzielnie. Uczą się z grup na Facebooku i od siebie, to często bardzo trudna, ale i niebywale satysfakcjonująca praca. Efekty są fenomenalne, uwielbiam odwiedzać takie domy.

Ale to tylko jedna strona medalu. Druga to duża świadomość jak ważne jest dziedzictwo kulturowe, przyroda i ludzie. My staramy się spotykać, wspierać różne wydarzenia i wspólne inicjatywy, razem walczyliśmy tu o to, żeby na Mazurach nie było wielkopowierzchniowych farm fotowoltaicznych szpecących krajobraz. Tworzymy takie superwioski, nawet międzygminne, które mogą realnie coś zmienić. To niesamowita wartość.

 

 

Niedawno brałaś udział w Kongresie Turystyka Przyszłości w Kołobrzegu. Jakie masz wnioski po debatach? Czy Polska ma szansę być w czołówce europejskich liderów turystyki?

Uważam, że naszym wielkim wyróżnikiem jest najstarszy las w Europie: Puszcza Białowieska, wilki, ptaki i cała przyroda. Ale my tego nigdzie nie pokazujemy. Kiedy wysiadasz na lotnisku w Bogocie, witają cię zdjęcia dżungli, tamtejszych zwierząt. Oni są drugim najbardziej bioróżnorodnym krajem na świecie i to właśnie komunikują. Drugim przykładem jest Słowenia, która ściąga turystów poszukujących spokoju i natury. My komunikujemy Kraków, Zakopane i Auschwitz oraz chcemy kolejnej olimpiady.

Na debatach podkreślono, że nie ma czegoś takiego jak marka Polska. Nikt tego jeszcze nie zrobił przez ostatnie trzydzieści lat. Wiem, że została powołana rada ekspertów przy ministrze Ireneuszu Rasiu, który zajmuje się turystyką, bardzo liczę na to, że wydarzy się w końcu coś dobrego.

 

Jako Slowhop aktywnie kreujecie branżę turystyczną. Promujcie mniej popularne kierunki niż typowe góry i morze. Ściągacie turystów z zagranicy. Jaka ta turystyka przyszłości będzie, choć przyszłość jest już teraz. Jakie zauważasz najważniejsze trendy i jak one się przełożą na działalność Slowhopa i waszych partnerów?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz badania Boston Consulting Group i trendów wskazują, że będziemy uciekać w naturę i do małych miejsc. Poziom przebodźcowania jest na czerwonym, zwłaszcza po pandemii. Nowe pokolenie, od którego my starsi sporo bierzemy, nie chce już kompromisów między ceną a jakością. Chcemy mieć dobrą jakość za dobrą cenę i chcemy to mieć szybko. Nasi gospodarze świetnie znają znaczenie określenia “cichy luksus” i oferują powrót do natury, wysoką jakość noclegu, jedzenia i wyposażenia. To dotyczy takich detali jak jakość pościeli, np. len, kosmetyków, organicznych robionych lokalnie albo luksusowych marek dostępnych również w hotelach, świetny ekspres do kawy, włącznie z kompletem do parzenia kawy speciality i ziarna fair trade z lokalnej palarni. Poziom rośnie, kiedyś przyjmowaliśmy w Slowhopie około 10 procent miejsc, które się do nas zgłaszały, teraz nawet 30-40! To nie dlatego, że spadły nam oczekiwania, po prostu ludzie uczą się od siebie i robią cuda.

Myślę, że jesteśmy gotowi, żeby przyjąć gości z zagranicy, bo jesteśmy tańsi, noclegi slow w Polsce są tańsze niż w Niemczech, Czechach, czy Litwie, a poziom jest wysoki. My naprawdę mamy niesamowitą bazę noclegową slow, mamy najlepsze jakościowo jedzenie “z pola na talerz” w Europie, musimy tylko to pokazać. Slowhop robi co może, ale do tego potrzebny jest duży budżet marketingowy, a my jesteśmy bootstrapem, czyli finansujemy się samodzielnie i nie damy rady wziąć tego na siebie. Na pewno jednolita strategia turystyczna i promowanie Polski jako miejsca wartego odwiedzenia dla przybyszy szukających spokojnych, jakościowych wakacji w przyrodzie by nam pomogła. Jesteśmy po prostu za mali, żeby udało nam się przekonać zagranicę samodzielnie.

 

I jeszcze na koniec pytanie niedotyczące turystyki i Slowhopa, choć w jakiś sposób powiązane. Właśnie ukazała się powieść „Zadry” Twojego autorstwa. O czym jest i co nakłoniło Ciebie do jej napisania?

To jest moja debiutancka powieść, która zamyka dekadę pracy w Slowhopie i to, co widziałam przez ten czas. Jest o kobiecie, matce, która traci pracę i wraca w okolice rodzinnego Ełku, by dla pewnej niemieckiej fundacji zrewitalizować opuszczoną wioskę i odkryć jej tajemnicę. Z przyjemnością rozliczam się tam z własnymi błędami tzw. “nowych wiejskich”, czyli mieszczuchów, którzy wchodzą w tkankę społeczną wsi. Ale jest też o historii Mazur, trudnej i bolesnej (w mojej wsi mieszka jeszcze potomek prawdziwych Mazurów), jest o neuroatypowych dzieciakach i o tym, że boimy się przyrody. Tę książkę zainicjowała opowieść gospodyni Kolonii Mazurskiej Mierki, która opowiedziała mi o losie wioski Orzechowo, przymusowo wysiedlonej, żeby zrobić miejsce do polowania dla komunistycznych dygnitarzy. Przeniosłam tę wioskę do Puszczy Boreckiej i dałam jej twarz wsi, w której teraz mieszkam. Chciałam napisać lekką, ale mądrą książkę o ważnych sprawach i mam nadzieję, że mi się to udało.

 

Link do zakupu książki: https://silverow.pl/zadry-ola-klonowska-szalek-15/

Komentarze

komentarzy

Post a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazine made for you.

Featured:

No posts were found for provided query parameters.

Elsewhere: