O swojej misji i pasji podróżowania. Wywiad 'Enjoy your stay’ z Markiem Kamińskim

reklama

reklama

Marek Kamiński – polarnik, podróżnik, żeglarz, autor książek i przedsiębiorca. Pierwszy i jako jedyny człowiek na świecie zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz.

grenlandia-foto-fundacja-marka-kaminskiego-13

Pierwszą podróż odbył Pan wieku 8 lat – z Gdańska do Łodzi. W liceum wybrał się Pan w dłuższą trasę – rejs frachtowcem do Danii. Co ukształtowało pańską ciekawość świata i pcha ku kolejnym wyprawom?

Po pierwsze paradoksalnie myślę, że sprawił to wypadek, jakiemu uległem w dzieciństwie. Kiedy miałem pięć lat, w czasie wakacji u cioci w Helenowie pod Łodzią złamałem rękę. Znalazłem się wówczas w szpitalu w Łodzi, gdzie nastawiono mi rękę i włożoną ją w gips. Ale kość nie chciała się zrosnąć, groziła mi nawet amputacja. Wielokrotnie mi tę rękę łamano i składano. W efekcie spędziłem mnóstwo czasu w sanatoriach i szpitalach, łącznie kilka lat. Dla małego dziecka takie okresy rozłąki z rodzicami, przebywanie w obcych miejscach z osobami starszymi, które czasami straszyły mnie, że rodzice już po mnie nie wrócą i zawsze będę sam były trudnym doświadczeniem. Myślę, że to tam, w szpitalach i sanatoriach, uczyłem się radzenia sobie z samotnością, ze strachem, z nie zawsze życzliwym otoczeniem i piętrzącymi się trudnościami. Sposobem na trudności okazało się czytanie książek. W szpitalach i sanatoriach funkcjonowały biblioteki, które często odwiedzałem. Wtedy właśnie zacząłem czytać książki podróżnicze. Najpierw te dla małych dzieci, potem Aliny i Czesława Centkiewiczów, Juliusza Verne’a, Edmunda Niziurskiego i Zbigniewa Nienackiego, opisy wypraw Roberta F. Scotta, Ernesta Shackletona, a także komiksy o Tytusie, Romku i A’Tomku. Intensywniej żyłem w tamtym świecie niż na sanatoryjno- szpitalnej jawie. To z książek uczyłem się świata, tego, że o marzenia trzeba walczyć i je realizować. Ciekawość świata rozbudzało moje dzieciństwo spędzone na Pomorzu pośród lasów, rzek i jezior. Myślę, że gdybym mieszkał w dużym mieście w którym byłoby mnóstwo atrakcji i możliwości działania, nie miałbym czasu na chodzenie po lesie, myślenie, zastanawianie się nad światem.

Rok po rejsie do Danii popłynął Pan do Maroka. Pierwsze zetknięcie z inną kulturą, ludźmi. Jak Pan to wspomina? 

W wieku piętnastu lat wyruszyłem w trwający miesiąc rejs do Maroka. Statkiem Górnik płynęliśmy przez kanał La Manche, Zatokę Biskajską, Ocean Atlantycki. To, co znałem dotąd jedynie z czytanych przeze mnie od dzieciństwa książek, nawet wieloryby, nawet delfiny płynące przed dziobem, stawało się rzeczywistością. Całe dnie spędzałem na mostku, rozmawiając z kapitanem i oficerami. Ruch statków na oceanie jest niewielki, dlatego marynarze oddawali mi ster nieraz na długie godziny. Spędzałem także wiele czasu w czeluściach maszynowni, ale bardziej podobał mi się mostek. Czułem się prawie członkiem załogi. Lubiłem spędzać noce na mostku, obserwując fale. Potem był niesamowity pobyt w samym Maroku, gdzie spędziliśmy trochę czasu, bo statek był dość długo rozładowywany. Zaprzyjaźniłem się z Arabami, którzy prowadzili w okolicach portu kafejki czy sklepy i odwiedzali Górnika. Świat arabski przestał być dla mnie jakąś egzotyczną krainą, stał się kolejnym zdobytym doświadczeniem.

Proszę opowiedzieć o swojej podróży autostopem przez ZSRR i Europę.

Studencka wyprawa autostopem po Europie z Jurkiem Andrzejukiem to była jedna wielka przygoda. Udało się nam zobaczyć naprawdę spory kawał świata i to za niewielką sumę pieniędzy. Pamiętam, że jedynym wydatkiem w całej Skandynawii była butelka coca-coli, którą wypiliśmy wspólnie, bo musieliśmy przejść przez cały Sztokholm na piechotę, niosąc bardzo ciężkie plecaki. Naszym kolejnym celem był Hamburg, do którego dotarliśmy przez Danię. Z Hamburga pojechaliśmy do Berlina Wschodniego, potem samolotem przelecieliśmy do Moskwy, z Moskwy samolotem do Bukaresztu, pociągiem do Sofii, autostopem do Grecji, i w końcu znaleźliśmy się w Turcji. W Stambule zastanawialiś́my się nad dalszą trasą do Iraku. Wiele tirów tam jechało i kierowcy byli chętnie by nas zabrali. Mimo wszystko nie zdecydowaliśmy się na tak ryzykowną eskapadę. Na południu Europy widzieliśmy Saloniki, Ateny, Spartę, Termopile. Kilka nocy spaliśmy w śpiworach, rozkładając je na Agorze czy na Akropolu. Z Grecji ruszyliśmy do ówczesnej Jugosławii, a dzisiejszej Macedonii. Tam zgubiliśmy się z Jurkiem i odnaleźliśmy dopiero po dwóch tygodniach w Sofii. Ja zaliczyłem jeszcze Chorwację, Czarnogórę i Albanię. Poznałem kraj, który wkrótce miał być zniszczony przez wojnę domową.

e791b29c3d3fc7692121de9e676c999f,10,1

Misja Pana Fundacji brzmi – „Inspirujemy ludzi, aby niemożliwe stało się możliwe. Uwierz w siebie i działaj!” Taka myśl przyświecała Panu podejmując wyzwanie zdobycia biegunów Ziemi i osiągając inne cele. Jak Pan inspiruje i motywuje innych?

Myślę, że trudne, a nawet niemożliwe jest motywowanie kogoś na siłę. Moje doświadczenia z całego szeregu wypraw potwierdzają tę zależność. Podczas moich wypraw w najtrudniejszych chwilach przerażenia, zwątpienia, zagrożenia życia paradoksalnie nie pomagały mi twarde techniki motywacji, ciągłe powtarzanie słów: muszę to zrobić, musze to osiągnąć. Pomocne okazały się sprawy związane z sferą ulotną, niematerialną, związaną z duchem: wiersze, fragmenty filmów, muzyka.

Planując prywatną podróż z rodziną, wolicie pojechać do miejsc, które już znacie, czy raczej w których jeszcze was nie było? Jak lubicie spędzać wakacje?

Jeśli chodzi o nasze prywatne wyjazdy to nie ma reguły. Czasami to skromne wypady na Kaszuby. Czasami dwutygodniowe ferie zimowe we Włoszech czy Austrii spędzone na nartach. Czas spędzamy aktywnie. Lubimy poznawać nowe miejsca, ale mamy też już parę swoich ulubionych. Raczej wybieramy urokliwe miejsca z dala od zgiełku i tłumu turystów. Rok temu wakacje spędziliśmy w miasteczku w Chorwacji o nazwie Pula. Pływaliśmy, zwiedzaliśmy, żeglowaliśmy. To zawsze pozwala naładować nam akumulatory.

Czy ma Pan swój ulubiony hotel, do którego chętnie wraca? Jakimi kryteriami się Pan kieruje wybierając hotele?

Bardzo lubię hotel w Berlinie: Hollywood Media Hotel Berlin, w którym każdy pokój ma swojego filmowego „patrona”. Podczas planowania podróży lubię zwrócić uwagę na hotel: ale nie zawsze pod kątem niebywałego luksusu, ale sprawdzam czy to miejsca ma za sobą jakąś historię, czy jest w nim coś niezwykłego, co odróżnia go od pozostałych.

Gdzie i kiedy następna wyprawa „sam na sam”?

Następna wyprawa „sam na sam” już za rok w postaci wyprawy „Odyseja 2014”. Przez ponad trzy miesiące do pokonania mam ponad trzy tysiące kilometrów: Hiszpania pieszo, Francja rowerem, Niemcy drogą wodną. Na trasie wyprawy zorganizowane będą debaty o wartościach. Projekt Odyseja to odpowiedź na wszechogarniający Europę kryzys systemu wartości, społeczny, ekonomiczny. Europejska pielgrzymka pragnie przypomnieć i uczulić współczesnych, że jednocześnie z podejmowanym wysiłkiem w celu dźwigania Europy i jej państw z kryzysu należy pamiętać o najsłabszych (chorych, upośledzonych, biednych, wykluczonych, bezrobotnych), którzy w rzeczywistości są i mogą być jej bogactwem. W ten sposób realizuje się jedna z fundamentalnych wartości europejskich: solidarność.

Komentarze

komentarzy

Post a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magazine made for you.

Featured:

No posts were found for provided query parameters.

Elsewhere: