InterContinental Warszawa – moja dawna miłość
Zastanawiając się, w którym warszawskim hotelu spędzić walentynkowy weekend, wybór był raczej oczywisty – InterContinental Warszawa, moja dawna miłość 🙂
zdj. Kuba Jurkowski Light At Night
Pewne nawyki mi zostały. Prawie się wyrwałem w lobby żeby wskazać gościom właściwą windę do pokoi, a w windzie udzielałem wskazówek jak ją uruchomić za pomocą karty 🙂
Pracowałem tu dwukrotnie. Jako recepcjonista, kiedy hotel został otwarty w 2003 roku, i ponownie od 2008 roku pełniąc przez 4 lata funkcję kierownika ds. Relacji z Gośćmi. Te ostatnie stanowisko łączyło się z zarządzaniem ekskluzywnym Club Lounge’em na 41. piętrze budynku.
Miałem okazję wykorzystać swoje doświadczenie z Four Seasons i zarządzać najlepszym Club Lounge’em w Warszawie, co potwierdzały opinie gości. Byłem bardzo dumny, że mogłem tu pracować. To były lata kolejnego, cennego doświadczenia.
5-gwiazdkowy InterContinental Warszawa (grupa hoteli IHG – InterContinental Hotels Group) powstał kosztem ok. 130 mln euro. Całkowita wysokość budynku wynosi 164 metry i ma 44 piętra. Spośród wszystkich wieżowców w Polsce posiada najgłębiej położone fundamenty, które sięgają 20,7 metra głębokości (5 poziomów). Budowa hotelu ruszyła w 2001 roku. Mieszkańcy okolicznych bloków protestowali przeciwko nowemu budynkowi, tłumacząc że zasłoni im światło słoneczne. Ostatecznie doszło do porozumienia z mieszkańcami, czemu budynek zawdzięcza swój ciekawy wygląd – stoi tak jakby na dwóch „nogach”, a mieszkańcy bloków z tyłu dzięki otworowi mają dostęp do światła. Kiedyś goście pytali, czy budynek zawaliłby się bez tej wąskiej „nogi”. Uspokajaliśmy, że obszedłby się i bez niej. Bryła budynku jest „przecięta” na pół ścianą, którą nazywaliśmy „żyletą”.
Hotel oferuje 414 pokoi, w tym 76 apartamentów mieszkalnych Residence Suites przeznaczonych dla gości planujących dłuższy pobyt. Apartamenty te cieszyły się sporym zainteresowaniem przez pierwsze lata działalności hotelu, ale kiedy w stolicy wybudowały się nowe apartamentowce, zainteresowanie nimi zmalało. Postanowiono największe z nich przebudować i podzielić. Tym samym ogólna liczba pokoi zwiększyła się o 10.
Zarezerwowałem mój ulubiony narożny pokój nr 11, na 39 piętrze, zwanym także piętrem klubowym. Kiedyś jedynie goście z pięter klubowych (od 35. do 41. piętra) mieli wstęp do Club Lounge na 41. piętrze, ale kilka lat temu ta zasada zmieniła się i teraz każdy za dopłatą 65 euro za dobę może korzystać z usług Klubu. Dlatego pokoje nie nazywają się już „klubowymi”, a „z dostępem do Klubu”.
Wszystkie pokoje z nr od 08 do 11 oferują świetny widok na Warszawę
11-stki to jedyne pokoje z oknem w łazience
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu otrzymałem wstawkę powitalną 🙂 Dziękuję!
Lunch zjadłem w restauracji Downtown, której specjalnością są steki z argentyńskiej wołowiny…
… A wieczorem trzeba było trochę spalić nadmiar kalorii 🙂
Z Agnes, najlepszą Concierge na świecie 😉
Wieczorem taki „walentynkowy” widok z okna
Club Lounge, zwany Club InterContinental lub potocznie Klubem, to miejsce popularne wśród gości biznesowych, którzy chcą odbyć spotkanie w komfortowych warunkach. 65 euro, tyle kosztuje całodzienny wstęp do Klubu, to bardzo dobra cena jak za benefity, z których korzysta gość wraz z osobą towarzyszącą. Szeroki asortyment bufetu śniadaniowego i kolacyjnego (jak na warunki klubowe), przekąski w ciągu dnia, i barek całkiem dobrze zaopatrzony w nielimitowany alkohol wieczorem, zwłaszcza ku uciesze gości weekendowych. Nie trzeba być gościem hotelowym, żeby korzystać z usług Klubu. Można wykupić roczne członkostwo Club InterContinental lub płacić za każdą wizytę całodzienną lub tylko za śniadanie i kolację.
Kiedy tu pracowałem, zamontowałem przesuwaną szklaną ścianę oddzielającą ostatnią część Klubu od reszty pomieszczenia, co jest wykorzystywane do organizacji prywatnych eventów. To chyba najwyżej położone w Warszawie takie eventowe miejsce.
Fizycznie niewiele się tu zmieniło, za to wszyscy pracownicy, z wyjątkiem kelnerki Moniki z „moich czasów”, z którą chwilę pogadałem. Trochę niezręcznie się czułem kiedy mnie obsługiwała i ciągle pytała czy jeszcze coś podać 🙂
A i Pan Prezes (w hotelu wszyscy wiedzą o kogo chodzi, bo tylko jedną osobę się tak przedstawia) kiedy mnie spotkał na kolacji, przywitał się i zapytał „Kiedy pan do nas wraca? Niech pan do mnie zadzwoni, umówimy się na ploteczki” 🙂
Ehhh, w głowie tyle pomysłów co tu zmienić. Przed odejściem, miałem ambitny plan przebudowy Klubu i powiększenia jego możliwości, ale niestety nie doszedł do skutku.
Rano w czasie śniadania było mgliście, chyba powinienem był złożyć reklamację za słabe widoki 😀
Jedną z największych atrakcji hotelu jest Riverview Wellness Centre mieszczące się na 43. i 44. piętrze, z najwyżej położonym basenem w Polsce, 150 m nad ziemią. Znawcy feng shui krytykują tak umiejscowione baseny, że ponoć źle wpływają na samopoczucie osób śpiących pod nimi. Jednak to trend, który na stałe zagościł w architekturze hotelowych drapaczy chmur.
Uważałem InterContinental Warszawa za najlepszy hotel w Warszawie, z dużymi możliwościami, które dawała lokalizacja i szeroki zakres świadczonych usług. Obecnie opinie o jakości obsługi i samym hotelu są różne. Co widać po spadku w rankingu TripAdvisora na 3. miejsce, gdzie przez długi okres czasu InterConti był numerem 1. Sam basen na dachu i oryginalna architektura już nie wystarczy. Hotele dookoła się zmieniają. Bristol , Sofitel Victoria, Marriott odnowiły wnętrza, tchnęły nowe życie. Oczywiście są to starsze hotele. InterConti jest najpopularniejszym hotelem biznesowym i teoretycznie nie potrzebuje zmian, mimo to są potrzebne. W tym roku w listopadzie hotel skończy 12 lat. Na 15-lecie przydałoby mu się nowe otwarcie, z nowym wystrojem lobby, choćby części pokoi i Club Lounge’u. Takie zmiany wpłynęłyby pozytywnie także na samych pracowników, bo to oni tworzą jakość i atmosferę hotelu.
Niezmiennie życzę powodzenia!
Post a comment