Podążamy za nowoczesnością i trendami, a technologie są naszą codziennością. Modnymi dziś hasłami, także w hotelarstwie, są – design, lifestyle i mobile. Jednak mody przemijają, a klasyka się zawsze obroni. Choć cenię nowoczesne hotele, to bardziej zachwycają mnie te z nutą klasycznej elegancji widocznej w architekturze, wnętrzach, a także w obsłudze. Teraz wiecie skąd te kapelusze. Prawdziwie luksusowe hotele zawsze charakteryzuje klasyka, nawet jeśli prezentowana jest w nowoczesnym wydaniu.

Po kilku pierwszych dniach spędzonych na południu Sycylii i pobycie w Dimora Delle Balze (recenzja TUTAJ), kolejnym przystankiem w mojej podróży było Palermo, gdzie zatrzymałem się w hotelu Villa Igiea, zarządzanym przez markę Rocco Forte Hotels.
To było moje pierwsze doświadczenie z hotelami rodziny Forte.

Nestorem rodu hotelarzy był szkocki lord Charles Carmine Forte, który urodził się we Włoszech w 1908 roku. Grupa hotelowa Rocco Forte, której nazwa pochodzi od imienia sir Rocco Forte, syna lorda Forte, posiada i zarządza 13 luksusowymi obiektami w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Niemczech, Belgii, Rosji i Chinach. Są to nierzadko ikoniczne nieruchomości w wyjątkowych lokalizacjach. W portfolio znajdziemy tak znane hotele, jak Balmoral w Edynburgu, Brown’s w Londynie, Savoy we Florencji, Hotel De Russie w Rzymie, czy Astoria w St.Petersburgu. Każdy z hoteli ma swój indywidualny styl charakteryzujący się przytulnością i wyrafinowanymi wnętrzami, nad projektem których czuwa sztab dedykowanych projektantów z siostrą sir Forte – Olgą Polizzi – na czele. Córką Olgi jest Alex Polizzi, znana z brytyjskiego programu telewizyjnego Hotel Inspector.

Dwa lata temu do grupy dołączył Villa Igiea, ikoniczny hotel w stolicy Sycylii, który przez ten czas był zamknięty z powodu kompleksowego remontu. Został ponownie otwarty 1 czerwca, choć remont wciąż trwa. Z łącznej ilości 100 pokoi dostępnych jest obecnie około 50, co było dla mnie idealne, gdyż nie lubię przebywać w tłumie ludzi.

Villa Igiea to obiekt z ponad 120-letnią historią, położony na obrzeżach gwarnego Palermo, na skalistym klifie nad Morzem Tyrreńskim. Wzniesiony w stylu neogotyckim, pierwotnie pełnił funkcję prywatnej rezydencji. Kolejny właściciel rozbudował budynek i przekształcił w luksusowy hotel, który nazwał imieniem swojej córki Igiei. Aby przełamać jego surową, neogotycką architekturę, wnętrza zostały urządzone w popularnym wówczas stylu secesji, który nadal można podziwiać. Hotel był niemym świadkiem scen z życia lokalnych elit, europejskiej arystokracji i słynnych gwiazd filmowych, którzy w nim gościli.

Hotel Villa Igiea prezentuje klasykę luksusowego hotelarstwa, zarówno w sferze wystroju, wyposażenia, jak i obsługi.
Na podjeździe spotkałem uśmiechniętego odźwiernego w eleganckim uniformie, który wskazał drogę do lobby. Przy recepcji stała Irene, konsjerżka, która zajęła się nami, gdyż recepcjoniści obsługiwali wtedy innych gości. Kiedy podałem jej nazwisko, powiedziała – „Witam w Villa Igiea, panie Weber.” Po dopełnieniu formalności, recepcjonistka odprowadziła mnie do pokoju, przedstawiając podstawowe udogodnienia – kontroler klimatyzacji, minibarek, sejf, ekspres do kawy. W tym czasie przyszedł portier, który rozłożył walizki na bagażniku.

Zarezerwowałem pokój podstawowej kategorii Superior. W hotelach luksusowych nie ma pokoi tak pospolitej kategorii, jak Standardowe. Zważywszy na specjalną okazję podróży, o czym Irene dowiedziała się ode mnie podczas kurtuazyjnej rozmowy, zaaranżowała upgrade pokoju do kategorii Deluxe z widokiem na ogród i morze oraz wstawkę powitalną.

Przestronny pokój o metrażu ponad 30 mkw, miał wszystko to, co w prawdziwym 5-gwiazdkowym pokoju hotelowym być powinno – wysokie, szerokie łoże elegancko zaścielone, dobrze wyposażony minibarek, ekspres do kawy, ale bez czajnika, co luksusowe hotele robią celowo, gdyż są one powszechnie dostępne w obiektach niższej kategorii, w przeciwieństwie do ekspresów. Ponieważ wolę herbatę od kawy, przyznam jednak, że lubię, gdy w pokoju jest czajnik. W szafie – dodatkowy bagażnik, 4(!) rodzaje wieszaków, welurowe kapcie w flizelinowych woreczkach oraz płócienne worki na pranie.
W łazience z kolei – obszerny kontuar z umywalką, firmowe kosmetyki marki Irene Forte, płatki kosmetyczne i waciki w zbiorczym pojemniku, miękkie szlafroki z logo w dwóch rozmiarach i bardzo duże ręczniki kąpielowe, bidet, prysznic z marmurową ławeczką do zrobienia sobie sauny.
Zwróćcie uwagę na detale, jak zawieszka do klucza, okładka informatora, czy zapasowa rolka papieru toaletowego zapakowana w płócienny woreczek.
Kiedy poprosiłem o prywatność, Housekeeping mimo to okazał zainteresowanie, wywieszając specjalną zawieszkę na klamce. W odświeżonym pokoju, pani pokojowa uporządkowała moje ubrania, kosmetyki, a nawet kable ładowarek.

Kręciłem się po lobby i robiłem zdjęcia, kiedy podeszła Irene, aby zapytać jak mija pobyt. Widząc moje zainteresowanie hotelem, zaproponowała, że mnie oprowadzi. Opowiedziała mi po krótce historię hotelu i zaprowadziła do sali bankietowej, która jest pięknym przykładem stylu Art Nouveau. Ściany zdobią malowidła oraz drewniane ornamenty.


Konsjerżka Irene


skrytka depozytowa z początku 20. wieku

Hotel Villa Igiea w Palermo otoczony jest imponującym, rozległym ogrodem z bujną roślinnością, którą codziennie dogląda ogrodnik. Spacerując alejkami w cieniu drzew, spotkać można palermiańskie koty, które wygrzewają się na ciepłych płytkach chodnikowych.
Co można lub wręcz powinno się robić w upalny dzień na wakacjach?
Wylegiwać się pod parasolem i chłodzić w basenie z widokiem na błękitne wody zatoki Palermo. Jak na luksusowy hotel przystało, w strefie basenowej gości obsługuje personel. Podchodzi do leżaka, rozkłada ręcznik, wręcza butelkę schłodzonej wody mineralnej, częstuje bezpłatnymi przekąskami i napojami, jak np. pina coladą. Zaskoczyło mnie jednak, że do wody podawane były zwykłe plastikowe kubeczki, na co zwróciłem uwagę pracownikowi. Odpowiedział, że wciąż czekają na dostawę basenowych kieliszków i szklanek (wykonanych z akrylu).

„Panie Weber, ponownie Aperol Spritz?” – słyszę od barmana Mateo, kiedy przychodzimy na wieczorny aperitif do Igiea Terrazza Bar. Kameralny taras barowy pod arkadami, rozświetlony zachodzącym słońcem, z muzyką graną na żywo. Do koktajli ustawionych na płóciennych serwetkach, kelner podaje oliwki i kawałki pizzetty lub małe bułeczki z serem ricotta i figą.
Atmosfera robi się gwarna. Schodzą się nie tylko goście hotelowi, ale także osoby spoza hotelu, które chcą miło spędzić wieczór w popularnym, eleganckim miejscu.

Wnętrze samego baru z kamiennym, łukowatym stropem i masywnymi żyrandolami, zdobią freski namalowane w latach 50. przez lokalnego artystę Eugenio Morici. Bar w luksusowym hotelu poznaję po szykownie ubranych barmanach i szerokim asortymencie alkoholi, w tym kilku trunkach znakomitych marek.
Dyrektor kreatywny baru w hotelu Villa Igiea, znany w świecie barmańskim Salvatore Calabrese, zwany także „Maestro”, opracował menu koktajlowe „Spirit of Igiea” z klasykami wzbogaconymi innowacyjnymi akcentami, inspirowanymi sycylijskimi smakami i historiami znakomitych gości, którzy bywali w hotelu na przestrzeni ostatnich stu lat – Marlon Brando, Elizabeth Tailor, Sophia Loren, Maria Callas.


Breakfast Martini – gin, likier Cointreau, sok z cytryny

Kolacja w restauracji Florio, to znakomite doświadczenie kulinarne. I nie mam tu na myśli po prostu smacznego jedzenia, ale całą otoczkę wokół spożywania posiłku, która składała się na cenę dań.
Powitanie w wejściu i odprowadzenie do okrągłego stołu pięknie nakrytego mięsistym, białym obrusem do samego dołu. Kelner podsuwa krzesło, podkłada poduszkę pod plecy, inicjuje krótką pogawędkę. Kwiaty, nastrojowe oświetlenie stołu, płócienna serwetka, stylowe sztućce, barwna porcelana, a także okładka karty menu – to istotne detale fine diningu. Na czas oczekiwania na pierwsze danie kelner podaje włoskie wypieki oraz warzywny amuse-bouche.

W karcie króluje oczywiście kuchnia sycylijska – zupa krem Macco z bobu, z krewetkami; ryba turbot z małżami, scarolą i anchois; miecznik w ziołach i grillowana cukinia; makaron pappardelle z homarem i grzybami; kotlet cielęcy po palermiańsku z bakłażanem; a na deser zupa czekoladowa Modica z ravioli i serem ricotta.

Kiedy wstawałem od stołu w trakcie posiłku, aby odebrać telefon, kelner stojący obok zapytał, czy ma postawić moje jedzenie w podgrzewaczu.
Sama struktura obsługi także wiele mówi o klasie miejsca – manager restauracji, sommelier, kelnerzy, pomocnicy kelnera. Wszyscy w nienagannych uniformach. Wiek pracowników obsługi zdradza, że są bardzo doświadczeni i długo związani z tym hotelem. Poznałem Luigiego, dyrektora gastronomii, który podszedł do stołu się przedstawić. Okazało się, że wiele lat temu był w Warszawie i wspominał kolację w popularnej kiedyś restauracji U Kucharzy w budynku hotelu Europejski.

Rola managera w luksusowym hotelu jest nie do przecenienia. Od razu widać, jak zarządza jakością w swoim dziale, a w przypadku dyrektora generalnego w całym hotelu. Rolą managera nie jest jedynie administrować, ale być także obecnym na tzw. froncie, zwłaszcza w czasie wzmożonego ruchu w recepcji, czy restauracji – rozmawiać z gośćmi, doglądać obsługi, a w razie potrzeby włączyć się w nią i być przykładem dla pracowników. W hotelu Villa Igiea nie brakuje managerów z międzynarodowym doświadczeniem – to kolejny wyróżnik luksusowych hoteli.

Budziłem się wyjątkowo wcześnie i schodziłem do restauracji jako pierwszy gość, aby zacząć dzień od zielonej herbaty na tarasie w ogrodzie z widokiem na wschodzące nad zatoką słońce. Herbata serwowana była w tradycyjny sposób w srebrnym imbryku z sitkiem na filiżance.
Po pierwszej nocy na śniadaniu poznałem kelnerkę, która się przedstawiła – „Mam na imię Rosalia. Tak jak święta Rosalia z Palermo, patronka Sycylii.” Ponieważ byłem jedynym gościem zaraz po otwarciu restauracji o 7:00, trójka kelnerów obsługiwała tylko mnie. Nie było żadnego bufetu. Kelnerzy podawali ciepłe napoje i świeży pomarańczowy sok do stołu. Na etażerce podawane było zimne jedzenie – ryby, sery, wędliny, warzywa, owoce. Natomiast z karty menu (okładka!) wybierało się dania na ciepło.
Przy śniadaniu towarzyszyły mi koty, które liczyły na małe co nieco. Jako tata dwóch brytyjskich kotów Sudiego i Charliego oraz west terrierki Rachel, naturalnie poczęstowałem je przysmakami ze stołu.

Z planowanego tylko jednodniowego pobytu, zrobiły się trzy dni.
Wymeldowując się, recepcjonistka wyszła przed ladę, aby nas pożegnać i odprowadziła do drzwi. Portier czekał już na podjeździe z podstawionym autem, otworzył mi drzwi, wskazał na dwie butelki schłodzonej wody, które wstawił na drogę, podziękował za wizytę i życzył bezpiecznej podróży.
Jak niewiele trzeba, aby zadbać o maksymalny komfort gościa. Na tym właśnie polega luksusowa usługa hotelowa.

Ruszyłem w drogę do Taorminy, ostatniego etapu mojej podróży, gdzie czekały na mnie kolejne niesamowite hotelowe wrażenia.

Trochę liczb:
pokój ze śniadaniem – od 540 euro
koktajle „signature” – 16 euro
zupa Macco – 28 euro
makaron pappardelle z homarem i grzybami – 36 euro

Komentarze

komentarzy