Jako osobie poszukującej stale nowych doświadczeń w podróży, wybranie hotelu, czy innego miejsca noclegowego, które dla mnie stanowi część tego doświadczenia, nie zawsze jest łatwym i szybkim zadaniem. Staram się wybierać hotele, które są źródłem estetycznych doznań. Nieważne czy hotel ma pięć, czy trzy gwiazdki, ważne by miał charakter.

Wrocław, to jedno z moich ulubionych polskich miast. Zawsze chętnie tu wracam, także dlatego, że mam tu kilku bardzo serdecznych znajomych. Dodatkowo, w stolicy Dolnego Śląska nie brakuje oryginalnych hoteli w różnym standardzie.
Jednym z nich jest pięciogwiazdkowy hotel The Bridge MGallery.

Położony na urokliwym Ostrowie Tumskim, najstarszej części Wrocławia, w otoczeniu zabytków sakralnych – katedry św. Jana Chrzciciela i seminarium duchownego – oraz charakterystycznego białego budynku nowej Biblioteki Archidiecezjalnej.
Nazwa hotelu nie jest przypadkowa. Nawiązuje do 112 mostów, które łączą 12 wysp, na których położone jest miasto. Jest i metaforyczne znaczenie nazwy. The Bridge jest mostem łączącym przeszłość – wielowiekową historię i kulturę – z teraźniejszością.
Wygląd zewnętrzny hotelu harmonizuje z budynkami z czerwonej cegły, z kolei przestronne wnętrza, choć surowe w wystroju, są bardzo eleganckie.

Industrialne materiały – beton, szkło, stal, kamień, skóra – ocieplone zostały patchworkowymi dywanami, nastrojowym oświetleniem, przytulnymi tkaninami designerskich foteli oraz nadrukowanymi na ścianach rycinami, przedstawiającymi historyczne oblicze miasta. Zmysły koi specjalnie dobrany aromat zapachowy w lobby i szum wody spływającej po szklanych taflach w foyer, z którego wyjście prowadzi wprost do pięknego ogrodu, dostępnego także dla mieszkańców.

184-pokojowy The Bridge Wrocław, to trzeci w Polsce hotel działający pod marką MGallery (sieć Accor), po Bachleda Luxury w Krakowie i Rezydent w Sopocie (obecnie zamknięty na czas remontu). Inwestorem jest spółka Tacit Investment, która w tym roku otworzyła w Warszawie hotel marki Nobu.
Jest to lifestylowy hotel klasy premium, nie luksusowy. Jednak to nic umniejszającego.

Mój pokój, a właściwie apartament, znajdował się na końcu długiego korytarza oświetlonego numeracjami wykonanymi z neonu.
Przestronne wnętrze, bardzo jasne dzięki dużej ilości okien, zza których rozciąga się niemal panoramiczny widok. Akurat trafiłem na południowe bicie dzwonów w katedrze. Ze ściany zerkała na mnie Theresa Magdalena Hochberg, której portret został odwzorowany z oryginalnego obrazu z 1740 roku, wiszącego we wrocławskim Muzeum Narodowym. Salon z drewnianą podłogą wyposażony jest w telewizor 55-calowy (choć z dość ograniczonym zakresem kanałów), stół jadalny z krzesłami, pełny minibarek, zestaw do parzenia herbaty i ekspres marki Nespresso.

Sąsiadującą z salonem sypialnię wypełniło ogromne, wygodne łóżko marki MyBed z wysokim, skórzanym zagłowiem.
Nadruki na betonowym stropie nawiązują do rozet w oknach pobliskiego budynku seminarium. Nad łóżkiem wisi nowoczesny w formie baldachim wykonany z metalu, na którym stoją woskowe świece z LED-owymi żarówkami. Za pomocą paneli dotykowych przy łóżku można dowolnie zaaranżować sceny świetlne w pokoju i automatycznie zasunąć zasłony.

Duża łazienka z oknem, wyposażona jest w wannę i prysznic z deszczownicą, welurowe kapcie i szlafroki, dobrej jakości suszarkę oraz zestaw kosmetyków i akcesoriów kosmetycznych.

Nie sposób nie wspomnieć o wstawce powitalnej w pokoju. Poza tym, że została wyeksponowana w atrakcyjny sposób, to powiązana była z detektywistyczną zagadką. Otóż za pomocą latarki z ultrafioletem należało znaleźć specjalny kod umieszczony na liście powitalnym. Następnie za pomocą kodu otworzyć sejf w pokoju, gdzie znajdowała się niespodzianka. To się nazywa kreatywność.

Mając na uwadze potrzeby współczesnych gości w zakresie udogodnień technologicznych, nie brakuje gniazd USB do ładowania telefonów wbudowanych w loże i sofy rozstawione w częściach publicznych hotelu. Z kolei w podziemnym garażu przygotowano cztery stanowiska do ładowania samochodów elektrycznych.

Goście mają także możliwość skorzystania z bezpłatnej aplikacji Just In Mobile, aby przy użyciu własnego smartfona bezdotykowo otworzyć drzwi pokoju. Rozwiązanie przydatne szczególnie w obecnej sytuacji pandemicznej, które stałym gościom umożliwia wręcz pominięcie procedury rejestracji i kolejki w recepcji.

Czytaj więcej… Każdy dobry hotel powinien o to zadbać 

Na ostatnim piętrze znajduje się strefa relaksu z saunami, całodobową siłownią i gabinetami spa. Do dyspozycji gości jest także przestronny taras na dachu ze wspaniałym widokiem na rzekę i wieże katedry.

Hotelowa restauracja Craft serwuje dania przygotowane na bazie regionalnych produktów od lokalnych dostawców. Pieczywo wypiekane jest na miejscu, przygotowane na zakwasie z wrocławskiej piekarni Pan Kłos, sery i masło pochodzi z gospodarstwa w Ślubowie, a wołowina z Pniew. Craft Bar podaje autorskie koktajle w wymyślnej oprawie, np. w postaci flakonu perfum, polskie wina i rzemieślnicze piwa.

W związku z ograniczeniami w funkcjonowaniu gastronomii karta była skrócona, więc szef kuchni nie mógł za bardzo się popisać.
Zamówiłem zupę krem z kalafiora z oliwą truflową oraz Craft Vege Bao – panierowana dynia piżmowa w bułeczkach bao, podawana z frytkami z batatów i piklowanym ogórkiem.
Zabrakło mi drobnego amuse bouche, co w pięciogwiazdkowych hotelach powinno być standardem.

Śniadanie mimo braku bufetu było świetne! Zarówno pod względem wyboru dań z karty, nakrycia stołu, jak i prezentacji jedzenia. W ogóle to jestem zwolennikiem śniadań a la carte, kiedy tylko hotel może sobie na to pozwolić.
Poza znakomitym chlebem, lokalnymi serami i wędlinami, z dań na ciepło można było zamówić – tost francuski z bananem i syropem klonowym; owsiankę z suszonymi owocami i cynamonem; tost z awokado, łososiem wędzonym i salsą verde; jajka po benedyktyńsku na muffinie angielskim z szynką parmeńską i sosem holenderskim; naleśniki ze świeżymi owocami i syropem klonowym.

Czytaj więcej… Sztuka podawania śniadania w hotelu

Obsługa generalnie na przyzwoitym poziomie, choć zważywszy na pięciogwiazdkowy standard hotelu była nierówna.
Z pewnością panowie portierzy muszą się odnaleźć w swojej roli i poświęcać więcej uwagi gościom, szczególnie gdy jest ich garstka – wyjść naprzeciw i pomóc z bagażem, zaproponować odprowadzenie do pokoju lub chociażby wskazać drogę do windy, podejść do siedzącego w lobby gościa i zapytać, czy może ma ochotę się czegoś napić lub po prostu wręczyć szklankę wody.
Podobnego braku atencji i zaangażowania w obsługę doświadczyłem w trakcie kolacji, przy raptem czterech zajętych stolikach.

Jednak parę osób wykazało się entuzjastycznym nastawieniem i komunikatywnością.
Recepcjonistka Klaudia powitała mnie z szerokim uśmiechem mimo maseczki na twarzy, nawiązała kurtuazyjną pogawędkę, zapytała czy w czymś jeszcze może pomóc i wyszła przed ladę, by wskazać mi drogę do windy, a chwilę po zameldowaniu zadzwoniła do pokoju i zapytała jak mi się podoba.
Z kolei kelnerka Basia, która obsługiwała mnie na śniadaniu, kiedy powiedziałem że chleb jest pyszny, zapytała czy przynieść więcej i od razu wspomniała, że mogę zamówić na wyjazd cały świeży bochenek.

Pozytywne wrażenie zrobił na mnie także nowy dyrektor generalny hotelu, krzątający się po lobby i restauracji, zagadywał gości. Na tym także polega rola managera – bycie obecnym wśród gości. Dobry wzór do naśladowania.

Częścią doświadczenia pobytu w hotelu The Bridge jest rytuał zapalania o zmierzchu gazowych lamp przez latarnika na Ostrowie Tumskim. Latarnik ubrany w czarną pelerynę i kapelusz typu bowler, codziennie, przez cały rok, niezależnie od pogody, zapala i gasi 99 zachowanych latarni, których historia sięga połowy 19. wieku. Absolutnie magiczny efekt.

Było to moje czwarte doświadczenie z hotelem marki MGallery, po Bangkoku, Genewie i Krakowie. Wielka szkoda, że tak świetny hotel, do niedawna tętniący życiem, dziś stoi praktycznie pusty.

Trochę liczb:
pokój – od 390 zł / doba
zupa krem – 20 zł
vege bao – 34 zł
garaż – 100 zł /doba

Komentarze

komentarzy